Seria Fulguryty

wybór prac

Fulguryt (z łac. fulguritus „ugodzony piorunem”) – nieregularny twór rurkowaty lub wypełniony szkliwem krzemionkowym powstały wskutek stopienia piasku kwarcowego po uderzeniu pioruna. Osiąga do kilku centymetrów średnicy i nawet do ok. 1 metra długości (jeśli zostanie wykopany z ostrożnością pozwalającą zachować jego kruchą strukturę). Wyglądem przypomina korzeń z odgałęzieniami lub małymi wgłębieniami.

+więcej

Ten obiekt – fulguryt, nieco obsesyjnie stał się symbolem i wyznacznikiem moich działań na początku lat 90-tych. Trudno uchwytna energia, światło, roztapianie, zastyganie, tworzenie niełatwych do odkrycia związków, niematerialność złapana w całkiem materialną postać, tempo. Pozytyw/negatyw, fizycznie, metafizycznie, widzialnie, namacalnie, ciemno, kolorowo, jasno i w ciemności. Zacząłem opowiadać o swoich codziennych przygodach, spostrzeżeniach, myślach, powszednich działaniach, poprzez pryzmat i metaforę fulgurytu – błyskawicy „zaklętej” w korzeń, skamieniałego odbicia światła. Wybrałem sposób i technikę analogową, biało-zielone matryce powielałem na wówczas supernowoczesnym, kolorowym ksero, odwracając je w negatyw otrzymywałem różowo-czarne obrazy. Często nie zastanawiałem się nad treścią poszczególnych prac, wierząc, że narzędzie zastosowane połączy wszystkie elementy cyklu w całość, chaos życia tamtego czasu zostanie schwytany w czytelne i poręczne artefakty.

Głównej serii Fulgurytów towarzyszą też różne wcześniejsze testy, próby pierwszych fulgurytowych odbitek, badanie tego sposobu. Niestety zachowały się tylko nieliczne wyjściowe pozytywy, co obecnie pewnie utrudnia techniczną analizę, za to te, które jeszcze istnieją, stały się cennymi eksponatami. Niektóre działania trudno mi teraz sobie przypomnieć, raczej mgliście pamiętam co poniektóre graficzne przygody i w zasadzie tylko zanotowane daty powstania pomagają ustalić kolejność wydarzeń. Są tu także prace z najpóźniejszego cyklu, w którym, jak mi się wydaje, osiągnąłem dość duży stopień złożoności graficznej, wielowarstwowość i intensywny, nasycony kolor. Po latach osobliwie przyjemnie obserwuje mi się „tamtego siebie” i tą powolną ewolucję od prostych testów robionych po omacku, aż po świadome kroki i pieczołowity szczegół.

-mniej

Fulgurites series

selected works

Fulgurite (in Latin: fulguritus “struck by lightning”) – a formation of irregular tubular shape or filled with silica glaze resulting from the melting of quartz sand after a lightning strike. It can reach up to several centimetres in diameter and up to about 1 metre in length (if dug out with care to preserve its fragile structure). It looks like a root with branches or small cavities.

+more

This object, a fulgurite, became a bit of an obsession, a symbol and a determinant of my actions in the early 90s. Its difficult to capture energy, light, melting, freezing, creating relationships that are not easy to discover, immateriality caught in a completely material form, tempo. Positive/negative, physical, metaphysical, visible, tangible, obscure, colourful, light and dark. I started to talk about my everyday adventures, observations, thoughts, everyday activities, through the prism and metaphor of fulgurite – a lightning “enchanted” in the root, fossilized reflection of light. I chose the analogue method and technique, I copied the white-green matrices into a back then state-of-the-art colour photocopier, turning them into a negative and receiving pink and black images. I often did not think about the content of particular works, believing that the tool used would combine all the elements of the series into a whole, that the chaos of life at that time would be captured in clear and handy artefacts.

The main Fulgurite series is also accompanied by various preceding tests, samples of the first fulgurite prints, and research into this method. Unfortunately, only a few initial positives have survived, which probably makes technical analysis difficult, but the ones that still exist have become valuable exhibits. Some actions are difficult for me to recall now, I vaguely remember some graphic adventures and basically only the dates noted down help to establish the order of events. There are also works from the latest series, in which I think I have achieved quite a high degree of graphic complexity, multiple layers and intense, saturated color. Years later, I have a peculiar pleasure to observe “that myself” and this slow evolution from simple blind tests to conscious steps and meticulous detail.

-less